Praca, nie obietnice

Poseł PiS kontra były agent CBA. Naruszenie dóbr osobistych?

Odsłony: 110

Poseł PiS Andrzej Matusiewicz zapowiada skierowanie zawiadomienia do prokuratury w związku z naruszeniem jego dóbr osobistych przez byłego agenta CBA. Chodzi o pismo skierowane przez Wojciecha J. do szefa CBA, w który informuje, że asystent posła Matusiewicza zaproponował mu intratne stanowisko w zamian za kompromitujące nagranie z agencji towarzyskiej. Poseł twierdzi, że w agencji nigdy nie był, byłego agenta Wojciech J. nie zna, uważa że próba skompromitowania go może mieć związek z jego pracą w komisji śledczej ds. VAT.

Poseł Andrzej Matusiewicz na początku marca w ciężkim stanie trafił do szpitala, zdiagnozowano u niego zator płucny. Twierdzi, że właśnie tu dowiedział się, że w przestrzeni internetowej krąży szkalujące go doniesienie do CBA, którego treści nigdy wcześniej nie znał. 

- Z treści tego pisma wynika, że funkcjonariusz CBA pan J. 16 maja 2018 roku złożył pismo do szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego zawiadamiające o próbie popełnienia przeze mnie przekupstwa jego osoby.

To fragment tego pisma... "Począwszy od miesiąca marca br. asystent posła Matusiewicza kontaktował się kilkukrotnie z moim przyjacielem, byłym funkcjonariuszem Straży Granicznej Pawłem P. i proponował przez niego układ dla mnie w zamian za przekazanie Matusiewiczowi nagrania video z politykiem PiS, na którym polityk ten dokonuje obcowania płciowego oraz innych czynności seksualnych z nieletnia kobietą, prawdopodobnie Ukrainką, zatrudnioną w jednej z agencji towarzyskich na Podkarpaciu."

- To jest potworne kłamstwo, wymierzone w moje dobra osobiste, w mój honor, po to bym odszedł zhańbiony z polityki, nie wiem czy to jest związane z tym, że jestem członkiem Komisji Śledczej ds. VAT, czy może z jakichś innych względów. – podkreśla Andrzej Matusiewicz.

Głos w tej sprawie zabrało też Centralne Biuro Antykorupcyjne. W wydanym oświadczeniu czytamy: "Autorem wskazanego dokumentu jest funkcjonariusz, który w maju ubiegłego roku został zwolniony przez CBA. Wcześniej wobec funkcjonariusza prowadzone było kontrolne postępowanie sprawdzające, tym samym był odsunięty od informacji niejawnych. Tezy, o których mówi wskazane na wstępie pismo, były weryfikowane przez CBA. Nie potwierdzono opisywanych przez b. funkcjonariusza wydarzeń. Co więcej, sam autor pisma nie dostarczył żadnych dowodów w opisywanej przez siebie sprawie. Z dotychczas wykonanych czynności wynika jednoznacznie, że informacje zawarte w piśmie b. funkcjonariusza CBA są nieprawdziwe." 

Poseł PiS już zapowiada złożenie w tej sprawie zawiadomienia do prokuratury. 

- Nigdy w żadnej Agencji Towarzyskiej nie byłem, jestem żonaty od 45 lat, mam 5 córek, zięciów, ośmioro wnuków i to co się dzieje szkaluje mnie i moją rodzinę i mimo tego, że jestem w takim stanie zdrowia kategorycznie mówię, że to jest nieprawda i będę walczyć o swoje dobra i swój honor.

Według naszych ustaleń były agent pracował w wydziale analiz warszawskiej delegaturze CBA niespełna dwa lata. Z informacji, do których dotarliśmy jeszcze pełniąc służbę miał spotkać się z agentami z elbląskiej delegatury CBA, a w czasie tego spotkania przekonywać, że zaszyfrowane nagranie z agencji towarzyskiej posiada jego kolega - Paweł D., dziś emeryt, a wcześniej wysoko postawiony oficer w straży granicznej. Udało nam się porozmawiać z byłym pogranicznikiem. Mężczyzna oficjalnie nie chciał komentować sprawy i odesłał nas do komunikatu CBA. Jak twierdzi nigdy nie miał rzekomego nagrania w rękach, nie był też informatorem CBA, a informacje przekazywane przez Wojciecha J. nazywa stekiem bzdur. Zaprzeczył też, że kiedykolwiek poseł PiS lub jego asystent składał mu propozycje korupcyjne.

Źródło:  Aktualności
 
TVP3 Rzeszow